czwartek, 11 czerwca 2015

Od Max'a Cd Vin

Szybko dotarliśmy do warsztatu. Zmieniłem opony i uśmiechnąłem się. Chłopaki bawiły się w smarze.
- Ej chłopcy bo będziecie sami prać koszule a ty Richi dodatkowo rzeczy dziewczyny i dzieci.- Zaśmiałem się.
- Czyli?- Zdziwił się chłopak.
- Czyli koniec w wynajmowaniem mieszkania. Twoja dziewczyna przeprowadza się do nas.- Powiedziałem.
- A właśnie Vin pamiętasz Cezara i jego synów?
- Tego który w zeszłym roku zginął?
- Tak. Postanowiłem adoptować jego synów. Przydarzą się do pomocy w warsztacie tym bardziej że Richard postanowił założyć rodzinę.- Powiedziałem. Nagle w ścianę wbiła się strzała. Podszedłem do niej i wyciągnąłem ją. Była na niej wiadomość.
Cześć kuzyni!
Wpadnę do was za godzinę z siostrą.
Clint( Hawkeye)
Uśmiechnąłem się. 
- Clint wrócił z Europy.- Powiedziałem. Nagle zadzwonił telefon.
- To mój.- Powiedziałem i odebrałem. Po kilku minutach rozmowy mina mi stężała.
- Co jest?
- Ten facet postrzelił Michała.- Powiedziałem.
<Vin?>

Od Vincent'a C.D. Max

Westchnąłem.
-Szlag by to...-mruknąłem. -Powiem tak: Musisz pogodzić się, że to ich miłość... Nie możesz wracać do przeszłości... Jeśli się kochają to będą razem, a jeśli to złudzenie -  rozstaną się...-powiedziałem. Dopiłem kawy i wstałem.
-Angela, Jess schodźcie!-zawołałem córki. Po chwili obydwie zbiegły na dół.
-Słuchamy?
-Szykujcie motocykle.-powiedziałem. Dziewczyny popatrzały się na siebie z zaskoczeniem.-Idziemy po nowe opony.-uśmiechnąłem się. W podskokach pobiegły na górę, przebrały się, wzięły kaski i zbiegły na dół.
-Chodź, Max.-rzekłem. Brat ruszył za nami. Otwarłem garaż. Stały tam trzy motocykle. Odpaliliśmy je i prze gazowaliśmy. Podjechałem obok Max'a.
-Idź po swojego.-uśmiechnąłem się i po jakimś czasie razem wyjechaliśmy.
<Max?>

Od Max'a

Siedziałem w kuchni i dopijałem kawę. Spojrzałem na zegarek. Sobota, szósta rano. Moi synowie wciąż nie wstali. Wszedłem do pokoju najpierw Richarda a potem Antony'ego.
- No chłopaki wstawać.- Powiedziałem. Po kilku minutach znów przeszedłem się po pokojach. Chłopcy dalej spali sobie w najlepsze.
- Koniec tego dobrego.- Mruknąłem. Po chwili byłem już w łazience gdzie napuściłem wody do wanny. To samo zrobiłem w drugiej. Podszedłem do kalendarza i sprawdziłem kto był budzony pierwszy ostatnio.
- Richi więc teraz Antony.- Powiedziałem i ruszyłem do pokoju młodszego syna. Wziąłem go na ręce i zaniosłem do łazienki. Po chwili Antony leżał już całkiem obudzony w wodzie. Tak samo stało się też z Richardem. Piętnaście minut później byli już gotowi do wyjścia. Zrobiliśmy sobie godzinny trening Parkour i pobiegliśmy odwiedzić Vincenta.
-Powinieneś powiedzieć ojcu.- Powiedział Antony do brata.
- Nie.- Odparł Richard.
- Bez kłótni.- Powiedziałem.  Po chwili byliśmy w domu a Vincent stał przy drzwiach  razem z córkami.
- Cześć właśnie mieliśmy do was iść.- Poinformowałem brata na co on się uśmiechnął.
- Chcesz kawy?- Zapytałem.
- Chętnie.-Odparł.  Zaparzyłem mu kawy i usiadłem przy stole.
- Vin dostałem niedawno do warsztatu super opony. Po prostu jak rajdowe nie ma szans żeby wpaść na nich w poślizg. Pomyślałem czy by nie wymienić ich w twoich wozach a przy okazji w motorach twoich córek.- Powiedziałem. Wtedy do kuchni weszli Richard i Antony.
- Tato Richi musi Ci coś powiedzieć.- Powiedział Anton.  Richard westchnął i powiedział:
- Moja dziewczyna jest w ciąży. Drugi raz. Do tej pory jakoś sobie radziliśmy ale w mieszkaniu które wynajmowałem dla niej i naszego  pierwszego syna podniesiono czynsz i nie daję rady go płacić. Proszę pomóż mi. A raczej mi, swoim dwóm wnukom i ich matce.- Wszystko to powiedział na  jednym wydechu. Aż zaniemówiłem.
- Chodzi o Cristinę?- Zapytałem a Richard pokiwał głową.
- Później porozmawiamy.- Odparłem. Chłopcy wyszli a Vin zapytał:
- Czemu tak dziwnie zareagowałeś. Wiem że Richard jest młody ale ty rozumiesz go jak nikt.
- Cristina to córka tego faceta który zastrzelił ojca.- Powiedziałem. Nie wiedziałem co mam robić.
<Vin?>